Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 762 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Przenosiny

środa, 19 lutego 2014 19:19

Przenoszę większość opowiadań na nową stronę: http://piotrmeler.blogspot.com/

Mam nadzieję dorzucać tam w przyszłości nowy materiał.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wyrok

środa, 29 maja 2013 22:36

Potężna hala zdawała ciągnąć się w nieskończoność. Jedynie cienka szyba, oddzialała ją od pustki kosmosu.

Wielki Konserwtor dotknął tego okna, za którym znajdowała się mała błękitna planeta.

Odwrócił się i spojrzał na swojego adiutanta. Młody chłopak w czerwonej szacie podał mu starą, pożókłą kartkę ze starożytnym odręcznym pismem.

Konserwator skinieniem ręki przywołał latający mikrofon.

- Ludzie Ziemi! - zaczął, wiedząc, że 34 miliardy istnień z tej planety, właśnie słyszy każde jego słowo. - 6237 lat temu, wielki przodek komunii z Za'Hadein wydał wyrok na ten świat. Zgodnie z jego świętymi słowami, przybyliśmy, aby go wykonać.

Konserwator odesłał mikrofon i spojrzał przed siebie. Planetę zalał deszcz antymaterii, w ułamku mgnienia ogołacając ją ze skorupy. Płynny płaszcz implodował teraz pod naporem kolejnej fali bombardowania. Mogli na tym poprzestać. Wszyscy już zginęli. Musieli jednak kontynuować, dopóki cała materia tego świata nie została zanihilowana po kontakcie z antymaterią.

- "I powiedział wielki przodek" - zaczął adiutant, cytując pierwsze wersy świętego pamiętnika. - "Niech szlag trafi ten świat i wszystkich prawników!".


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Już mi lepiej

środa, 22 maja 2013 20:31

I tak tańczę w tym chocholim tańcu.

Trzymam myśli moje w kagańcu.

Kaganiec spada na dupę.

Robię do niego kupę.

Zakładam kaganiec na twarz.

I zaczynam taniec kolejny raz.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Route Guard - część III: A pain in the arse!

czwartek, 16 sierpnia 2012 20:28

Merik spadał z zawrotną prędkością. Niemal czuł jak jego ciało rozcina wiatr. Nie patrzył w dół. Patrzył w górę. Zaledwie parę metrów nad nim znajdowała się Uny. Wyciągnął ręce i złapał dziewczynę. Ta uśmiechnęła się.
- Wstawaj - powiedziała
Otworzył oczy.
- WSTAWAJ ŻÓŁTODZIOBIE! - krzyk Verll’a spowodował, że uderzył głową w niski sufit swojej kapsuły. - Na zewnątrz! Jazda! Jazda! Jazda!
Niemal wypadł ze środka. Rozglądnął się. W pomieszczeniu z kapsułami sypialnymi było około dwudziestu osób. Wszyscy mieli na sobie białe kombinezony membranowe. Jakaś dziewczyna o długich i błękitnych jak ocean włosach zaśmiała się.
- Kedberg! - odezwał się Verll. - Do szeregu!
- Już - odezwał się.
- Tak, sir lub tak poruczniku! - poprawił go przełożony.
Wstał i spróbował wpasować się do szeregu, który kończył się na końcu pomieszczenia.
- Mamy kolejny piękny dzień! - odezwał się Verll. - Arie, prowadzisz zaprawę. Tylko nie po łebkach. Jeśli znowu będziecie się obijać, to szef wam znajdzie jakieś “fajne” zajęcie. Kedberg! - zwrócił się do niego. - Po śniadaniu masz przyjść do mnie. Kody! Masz dopilnować, aby trafił.
Porucznik wyszedł przez drzwi, a Arie, krótko ścięta brunetka nadała rytm kolejnym ćwiczeniom, które wykonywali. Po 30 minutach, czuł się, jakby wypluł płuca, choć reszta sprawiała wrażenie, jakby nawet się nie obudziła. Po wszystkim ruszyli plątaniną korytarzy do mesy.
Merik zjadł z szybkością błyskawicy swoje śniadanie. Dziwił się wcześniej czemu dają tutaj tak duże porcję, ale szybko zrozumiał.
- Tak wygląda każdy dzień? - Zapytał Kodiego.
- Tak - odpowiedział. - Rano zaprawa, później śniadanie. Siłowna, Samoobrona. Po obiedzie wkuwamy instrukcje obsługi pancerzy i ćwiczymy na symulatorach. Starsza kadra i oficerowie mają nawet więcej pracy.
- Chyba żartujesz!
- Pierwszy tydzień jest zawsze ciężki. To całe wkuwanie regulaminów i terminów. Szybko wdrożysz się w rytm. Z Verll’em da się pożartować. Jest w porządku, ale ci nie odpuści.
- Naprawdę?
- Nie dziw się. Nie wypuści niedouczonego żółtodzioba na pole bitwy. Ja mam za sobą tylko dwa wypady, w tym ten na Navathe, w którym polecieliśmy po ciebie. Nawet w bojowym nie byłem, a jestem tu już sześć miesięcy.
Merik podrapał się po głowie. Czeka go naprawdę sporo pracy, zanim będzie mógł cokolwiek zrobić.
- Nie martw się tak - Kody chyba zauważył, że nastrój Merika, nie był najlepszy. - Czas leci jak z bicza trzasnął.
Chłopak spojrzał na przeciwny kraniec mesy. Uny siedziała tam przy stole z porucznik Telais i rozmawiała z kapitanem.
- Słyszałem, że wczoraj rozmawiałeś z “księżniczką hakerów” - zaczepił go Paye. - Zazdroszczę ci stary!
Nie było czego zazdrościć. Omal nie rozsypał się na kawałki, po tym co mu powiedziała. Wypuścił powietrze z ust. Rudowłosy Paye zdawał się jednak nie odpuszczać.
- Co prawda ma tylko siedemnaście lat, ale za rok będzie do wzięcia, a jest co brać!
- Paye! - odezwała się błękitnowłosa dziewczyna, która rano śmiała się z Merika. - Popatrz wokół siebie. Tu siedzą kobiety.
Błękitnowłosa Kona i czarnowłosa Dezzy miały wzroko wiele mówiącej nazwie “wróg wszystkich kobiet - odnaleziony!”.
- Wybacz Kona. Zamykam gębę na kłódkę - wykonał gest zamykania ust kłódką Paye.
- Gdyby tylko była taka opcja -westchnęła zrezygnowana Kona.
Kody roześmiał się.
- Twój wdzięk chyba nie działa na kobiety! - stwierdził, odkładając sztućce.
Po śniadaniu Kody zabrał Merika do kwater weteranów. W przeciwieństwie do “nowych” mieli dwuosobowe pokoje. Tak jak wszędzie indziej, brak było jakichkolwiek oznaczeń czy podpisów. Kody zdawał się jednak znać na pamięć umiejscowienie każdego pokoju.
- To kwatery kadry naszego oddziału. Mamy oznaczenie “nr.5” - wyjaśnił. - Tu mieszkają Zeezee i Lo. Tu Arish. A tu Ozi i Viper. Tutaj jest kwatera podporucznika Verll’a i biuro oddziału - pokazał na drzwi na końcu korytarza. - Tu ciebie zostawię. Muszę lecieć na siłownię.
Merik skinął głową i podszedł do drzwi kwatery Verll’a. Wciągnął powietrze i położył dłoń na framudze. Drzwi otworzyły się.
Kwatera  zdawała się być miniaturą tej należącej do kapitana. Nie była jednak tak długa, a zamiast książek, na regale znajdowały się pudła i elementy pancerza. Verll siedział za swoim biurkiem i rozmawiał z sidzącym na przeciw Viperem. Ten nie miał dzisiaj na sobie swoich holokularów i nerwowo przecierał oczy.
- Siadaj żółtodziobie - Verll wskazał mu wolne krzesło. Merik usiadł posłusznie obok Vipera. - Dawaj swój holotab.
Merik sięgnął do kieszeni spodni i podał mu swój złożony prywatny interfejs. Verll rzucił go Viperowi, który natychmiast roztrzaskał go o blat stołu. Chłopak niemal podskoczył.
- Spokojnie - wyjaśnił Verll. - Nie możemy pozwolić, aby imeshyjski holotab, przypisany do ciebie był nadal sprawny. Względy bezpieczeństwa.
- Mam nadzieję, że nie miałeś tam żadnych “ciekawostek” - dodał Viper. - Zresztą, to już nieważne. Trzymaj. - Podał mu nowy interfejs. W przeciwieństwie do złotego holotaba, którego dotąd używał, ten miał zielony kolor, z białymi liniami.
Wywołał ekran holotabu. Patrzyła na niego jego twarz. “Kadet Merik Kedberg”.
- Masz wgrane regulaminy i instrukcje  - dodał Verll. - Wszystko w katalogu “Panc”. Daję ci dwa tygodnie na nauczenie. Za każdy dzień zwłoki będziesz dostawał zadania od szefa. Oczywiście zajmą ci one wtedy twój czas wolny, więc radzę, abyś się z tym szybko uwinął. Rozumiesz?
- Tak.
Verll i Viper wstali.
- Masz jakieś przezwisko? - zapytał się Merika.
- Moi przyjaciele wołali na mnie Rik.
- Wstawaj, Rik, idziemy po twój sprzęt.
Merik posłusznie wyszedł za Verllem i Viperem. Po pokonaniu kilku korytarzy i klatek schodowych znaleźli się w pomieszczeniu magazynowym. Tutaj kwatermistrz w białym mundurze wybrał dla Merika strój sportowy i bieliznę. Wszystko wpakował do torby, do której przyczepił naszywkę M. Kedberg.
- Teraz ruszamy do warsztatu - stwierdził Verll.
Viper ruszył w nieznanym kierunku zostawiając ich samych. Dowódca poprowadził Merika do warsztatu, w którym pracował wczoraj popołudniu. Czekał tam na nich już szef.
- Dalia mówiła, że masz już dla nas sprzęt, szefie - powiedział Verll.
- Elementy pancerza to łatwizna. Mamy na składzie jak zwykle dużo tego - zaczął szef. - Dek też wygrzebałem, ale problem jest z kombinezonem membranowym. Nie mamy białych, są tylko czarne, po milicyjnych modelach. Nie będę miał standardowych, do czasu, aż wrócimy do Vashad, a to potrwa miesiące.
- Nadadzą się czarne? - zapytał się Verll.
- Ure sam przed śniadaniem wprowadził modyfikacje do deka i zapewnił, że czarny kombinezon jest jak najbardziej kompatybliny z pancerzem. Już przecież kiedyś byliśmy w podobnej sytuacji. O ile pamiętam też nosiłeś przez jakiś czas czarny.
- Dobra - skinął Verll. - Chodźmy przymierzyć.
Ruszyli do pomieszczenia, naprzeciwko warsztatu. Znajdowało się tam kilka konsol i szyba oddzielająca je od drugiego, w którym na ziemi leżały elementy pancerza i kombinezon.
Szyba rozpłynęła się w powietrzu, a Verll popchnął Merika do środka.
- Przymierz swoje cudeńko - stwierdził.
Szef wyjął holotab i wywołał ekran holograficzny. Gdy tylko Merik podszedł do swojego pancerza, szyba zmaterializowała się. Teraz widział tylko swoje odbicie.
- Najpierw sprawdź czy wszystko masz - usłyszał głos szefa. - Są spodnie i bluza kombinezonu?
Czarne spodnie i bluza leżały przed nim.
- Tak - odpowiedział.
- Buty? - metalowe długie buty z potężnymi zaczepami, ochraniaczami kolan i generatorami.
- Tak.
- Napierśnik?
- Tak.
- Naramienniki? - miały po jednej rakiecie wielkości cygara.
- Tak.
- Rękawice z karabinkami plazmowymi? - do karwaszy od strony zewnętrznej podczepione były po dwa karabinki.
- Tak.
- Hełm z anteną komunikacyjną? - był.
- Plecak? - metalowa osłona pleców z generatorami ciągu.
- Tak.
- Na co czekasz? - odezwał się Verll. - zakładaj.
- Co? - odezwał się wystraszony Merik. - Tutaj? Przy wszystkich?
- Nie myśl za dużo!
Merik zdjął koszulkę i założył bluzę do kombinezonu membranowego. Spodnie. Buty. Reszta pancerza. Gdy założył rękawice, został mu już tylko hełm.
- Już - w odbiciu szyby patrzył na niego pancerny żołnierz w zielonej zbroi, spod której wystawały fragmenty czarnego kombinezonu.
- Więc zacznijmy symulację! - Pokój przekształcił się w polanę.
Merik odwrócił się zaskoczony. Nie mógł w to uwierzyć. Stał na czymś co było idealną równiną. Ani jedno źdźbło trawy nie było dłuższe od drugiego. Żadnych wzniesień, ani obniżeń. Perfekcyjny trawnik, ciągnący się w nieskończoność. Był pewny, że to wirtualna rzeczywistość.
- Ta symulacja ma na celu dostrojenie układów do twoich fal psi - znowu odezwał się Verll. - Na początek powtórz te słowa.
Na holoekranie jego hełmu pojawił się ciąg słów.
- Delfin - zaczął mówić. - Rakieta. Statek. Smok. Imeshia. Traktor. Galaktyka. Rycerz. Starzec.
- Okej - usłyszał znowu głos Verll’a. - Dek zapamiętał twój wzór. Pamiętaj, że twój pancerz obsługujesz tak samo jak holotab. Odpowiada na fale psi emitowane przez twój mózg. Dzięki tej technologii nie musisz klikać i przesuwać ręką stron w holotabie, ani naciskać guzików na drzwiach lub w ekspresie do kawy. Te urządzenia działają jak przedłużenie twoich myśli, jak ręce i nogi. Są kontrolowane przez twój mózg.
Merik znał podstawy obsługi elektroniki. Jak każdy mieszkaniec cywilizowanych światów. Nie był jakimś barbarzyńcą zza wyrwy tamadorńskiej!
- Twój pancerz ma kilka podstawowych funkcji, które teraz użyjesz, aby dostroić go do twoich zachowań - tłumaczył porucznik. - Na początek aktywuj tarcze kinetyczne.
Merik skoncentrował myśli. Poczuł lekki dreszcz przechodzący przez całe jego ciało.
- Świetnie! Tarcze pochłaniają i odbijają część ataków, oczywiście w granicach rozsądku. Pamiętaj, że każde trafienie odbiera część mocy twoim bateriom. Musisz zawsze pilnować swojego wskaźnika energii.
Zanim Merik zdążył zapytać się o wskaźnik, ten sam pojawił się i powędrował na prawy-górny róg holoekranu.
- W tej konfiguracji twoja tarcza osłania całe twoje ciało. Bardziej doświadczeni pancerni potrafią przenosić całą energię tarcz i skupiać ją w jednym miejscu. Jest to jednocześnie skuteczna i ryzykowna strategia. Daje maksimum ochrony, a jednocześnie odsłania i stwarza zagrożenie.
- Rozumiem. Mam spróbować?
- Nie mamy na to dzisiaj czasu. Teraz odpal kontrolę udźwigu!
Interfejs kontroli udźwigu pojawił się przed nim.
- Jest - powiedział Merik. Nagle pojawił się głaz wielkości człowieka.
- Egzoszkielet zintegrowany z membraną i pancerzami kończyn, pozwala ci na pietnastokrotne zwiększenie siły - wyjaśnił porucznik. - Podnieś ten kamień.
Merik złapał głaz i ledwo, ale go podniósł. Ten natychmiast zniknął, a on o mało nie stracił równowagi.
- Teraz napęd - odezwał się znowu porucznik. - Włącz na pełny ciąg. W zależności od grawitacji, silniki pancerza mogą pozwolić ci na latanie. W światach do 0,5 G, możliwe jest nawet osiągnięcie orbity w pancerzu.
Merik wystrzelił w niebo. Nieskończony trawnik niemal zniknął pod chmurami.
- Dobrze, a teraz wyląduj.
Merik wyłączył ciąg i nagle zaczął spadać. Przeleciał przez biały puch chmur jak pocisk i niebezpiecznie szybko zbliżał się do ziemi. Poczuł jak coś zmusza go do podniesienia głowy i wyprostowania się. Silniczki w plecach, rękach i nogach ustabilizowały go i pomogły mu wylądować.
- Co się stało? - zapytał się.
- System operacyjny włączył automatycznego pilota i pomógł ci wylądować.
- Czułem się jak kukiełka.
- Pamiętaj, że to dek steruje pancerzem. Twój umysł tylko wydaje polecenia.
- Nie lepiej by było, gdyby on sam walczył? Po co człowiek w środku?
- Jest wiele powodów. Operator jest efektywniejszy niż drona. No i dochodzi hacking.
Merik rozglądnął się. Był po środku jakiś ruin. Wyglądało to wszystko jak jakiś stary, opuszczony kompleks fabryczny.
- Teraz przećwiczymy twoje uzbrojenie. Na rękach masz karabinki plazmowe. Po dwa na kończynę. Bateria każdego to jakieś 4 tysiące strzałów, więc oszczędnie. Użyj ich do pokonania tych uroczych smoczków!
Ściana fabryki runeła. Pojawił się ogromny kilknastometrowy smok. Jego czerwone jak rubin oczy zatrzymały się na Meriku. Wziął głęboki wddech, a jego nozdrza rozszerzyły się. Merik natychmiast skorzystał z napędu i wyskoczył do góry. W ostatniej chwili, bo z paszczy smoka wyleciała kula ognista, która trafiła w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą ten się znajdował. Wystrzelił ze wszystkich karabinków, gdy ich celowniczki znalazły się na głowie smoka. Ten padł martwy i rozsypał się jak rzeźba ulepiona z piasku.
- To jeden - usłyszał głos Verll’a.
Radar kazał Merikowi obrócić się. Pojawił się drugi smok. Był to smukły, latający błękitny gad o wężowym ciele. Strzelił do niego kulą błękitnego ognia, ale Merik uskoczył. Natychmiast zwiększył odległość między nim a smokiem.
- Rozwal, go rakietkami na swoich naramkiennikach. Najpierw go namierz. Gdy system się na nim “zakluczy” wystrzel rakietkę.
Merik zrobił tak jak kazał porucznik. Obrócił się w stronę smoka i zawisł bez ruchu w powietrzu. Smok parł na niego z szybkością błyskawicy. Do tego, przygotowywał się do wypuszczenia kolejnej kuli ognia. Merik obserwował jedynie znacznik celownika. Ten w końcu zatrzymał się. Prawa rakietka odłączyła się od ramienia Merika i pomknęła w stronę smoka zostawiając za sobą białą smugę. Trafiony gad rozpłynął się jak chmura.
Nagle poczuł, że stoi na ziemi. Był w alejce, a przed nim stał trzeci smok. Był humanoidem o wyglądzie gada.
- Użyj swojej pałki! - rozkazał Verll.
Gdy tylko o niej pomyślał, coś kazało mu dotknąć pleców. Wystawał z nich pręt, którego nigdy nie widział. Wyciągnął go, a ona rozszerzył się. Pręt miał niemal metr długości i emitował zielone światło.
- Pałka może służyć zarówno jako latarka, ale najlepiej sprawdza się w walce wręcz. Zobaczmy, czy potrafisz się bić.
Gad skoczył na niego i powalił go na ziemię. Napastnik wziął głęboki wdech. Merikowi coś mówiło, że ten także umie ziać ogniem. Uderzył go pałką w głowę, strącając go z siebie. Gad upadł, najwyraźniej ogłuszony. Merik wstał szybko i kilka razy uderzył przeciwnika. Ten zmienił się w piasek.
- Nieźle, ale pamiętaj, że byle idiota w klubie walczy lepiej - stwierdził Verll.
Sceneria znowu się zmieniła. Stał teraz za murem. Nadal był w opuszczonym kompleksie fabrycznym.
- Wyjrzyj lekko za murek, ale ostrożnie! - usłyszał instrukcję porucznika.
Na placu za murkiem znajdował się czołg powietrzny.
- Nie masz najmniejszych szans w walce z czołgiem - skwitował Verll. - Możesz jednak spróbować walki elektronicznej. Zazwyczaj mamy od tego specjalistów, ale musisz znać podstawy.
- Co mam zrobić?
- Pamiętasz co mówiłem ci o interfejsie? -zaczął porucznik. - Nie tylko ty masz dotęp do swojego deka. Jako, że system przyjmuje sygnały na falach psi, także inne urządzenia mogą się z nim połączyć i przejąć sterowanie.
- Dlaczego wiec używa się takiego interfejsu?
- Bo to najbardziej efektywna zabawka. Haker zaś nie przejmie kontroli nad całym oddziałem. Najlepsi dają radę z dwoma, może trzema przeciwnikami.
- Ale to czołg, nie pancerz bojowy!
- Co ci mówiłem? WSZYSTKO jest sterowane przez fale psi. Możesz podłączyć się do sieci, awaryjnych hydrantów, kontroli drzwi, wind i czołgów.
- Zaraz! Czy ktoś może przejąć kontrolę nad moim pancerzem?
- Są zabezpieczenia... Bezpieczne słowa, firewall’e, ale ogólnie, tak. Ty też możesz stać się czyjąś marionetką, jeśli nie będziesz uważał.
- Co? - niemal krzyknął.
- Musisz uważać. Jeśli masz pewność, że ktoś przejmuje twój pancerz wypowiadasz bezpieczne słowa. Trzy słowa, które wyłączają twój dek. No, ale wtedy tracisz wszystkie systemy pancerza i jesteś tylko niezdarną kupą żelastwa.
- Rozumiem.
- Teraz wróćmy do czołgu. Komendy hackingu wymagają skupienia. Większość hakerów wypowiada komendy, aby zadziałały. To po to, aby głupimi myślami nie robić sobie kłopotów. Pierwsza komenda to wywołanie panelu bojowego “WL”. Powiedz: “Connect wireless”.
- Connect wireless - przed Merikiem pokazał się mały panelik, a na nim napis “DRAGON001”. - Mam!
- Dobra! Połącz się z interfejsem czołgu.
Merik myślami zmusił panel, aby otworzył interfejs czołgu. Ten był pusty.
- To tylko białe okno! - powiedział.
- To dlatego, że jest broniony przez firewall’a. Chyba nie myślałeś, że będzie tak łątwo. Dek ma kilka programów, które ci pomogą. Jednym z nich jest program typu “invader”. Invader’y skanują sieć urządzenia i szukają dróg wejścia do poszczególnych podsystemów. To takie tylne drzwi. Większość wojskowych systemów ma dodatkowe programy chroniące te systemy, ale na potrzeby tej symulacji, ten czołg ich nie ma. By wywołać swojego “Invader’a” powiedz: “seeking access gate”.
-Seeking access gate - w białym oknie pojawił się napis “PROP01”.
- Powinieneś mieć teraz dostęp do silników. Teraz trudniejsza sprawa. Musisz przesłać wirusa do podsystemu. Zaznacz podsystem silników i powiedz: “Send Freia”. Freia to trojan, który przejmie dla ciebie kontrolę nad systemem.
- Send Freia - pojawił się napis upload i pasek przedstawiający postęp przesyłania. - To wszystko jest nieźle skomplikowane.
- Myślisz, że to jest skomplikowane? - zaśmiał się Verll. - Pomyśl, że robisz to w środku bitwy, a twoi wrogowie nie dość, że są tego świadomi, to jeszcze bronieni przez najlepsze możliwe programy.
Merik przypomniał sobie Uny na dachu jego bloku. Nie dość, że była cały czas w ruchu, to do tego znalazła czas na złamanie systemów milicji. A zdarzało się jej to robić bez użycia interfejsu w hełmie!
- Pamiętaj, że nie ma żadnego sposobu, aby sprawdzić, czy twój wróg wie, że jest hackowany. Nie muszą od razu zrywać połączenia. Włączą dodatkową obronę i zerwą połączenie w ostatniej chwili, aby namierzyć ciebie własnymi programami. Dlatego w większości przypadków, zostawiaj hackowanie specjalistom, a sam chroń jedynie swój tyłek.
- Rozumiem - skinął instynktownie głową Merik. - Freia została przesłana. Co teraz?
- Odpal puppet mastera. To program sterujący twoimi trojanami. Przesyła im połączenia portami poza kontrolą firewalla. Freia na pewno odłączyła firewall tylko w paru portach, aby nie zaalarmować systemu, że coś nie dobrego się dzieje. Następnie przesłała na twój dek swój klucz aktywacyjny z informacją o portach.
To stawało się zbyt trudne jak na jego rozum. Hacking był zbyt skomplikowany dla niego. Równie dobrze mógłby machać różdżką i krzyczeć abra kadabra.
- By odpalić puppet master’a powiedz “establish control”.
Merik powtórzył komendę. Przed nim pojawiło się okno z napisem “Access granted”.
- Mam! - niemal krzyknął.
- Wydaj rozkaz czołgowi, aby wzbił się na kilometr w górę i wyłącz silniki.
Myśli Merika odpaliły główny napęd i czołg poszybował się w powietrze. Następnie, gdy był w górze, Merik wyłączył silniki tak jak kazał Verll. Czołg roztrzaskał się o plac otoczony fabrykami.
- To chyba koniec na dzisiaj - stwierdził Verll. - Przygotuj się na wyłączenie symulacji.
Wystchnął i rozluźnił się. To już chyba koniec. Radar pokazał Merikowi szybko zbliżający się cel. Dwa, trzy. System informował go, że trzy rakiety “zakluczyły” się na nim. Odwrócił się. Trzy białe smugi leciały w jego stronę. Natychmiast odpalił napęd swojego pancerza. Uskoczył za mur, który osłonił go od eksplozji.
Radar znowu się odezwał i wskazał pancerz bojowy na trzeciej. Obrócił się w prawo. Na dachu fabryki stał biało zielony pancerz. Interfejs zbliżeniowy pokazał, że jest to ten sam model jaki nosiła Uny. Różnił się jednak tym, że miał dwa dodatkowe smukłe panele podczepione do pasa. Trzymał do tego wielki karabin z długą lufą.
Co się działo? Przecież to tylko symulacja. Czy on był jej częścią. Wszystkie okna interfejsu zamknęły się. System się wyłączył. Biało-zielony pancerz skierował lufę w jego stronę. To tylko symulacja. Wystrzał. Tylko. Symulacja!
Ściągnął hełm. Pomieszczenie wróciło.  Siedział na środku, wokół swoich cywilnych ubrań. Verll stał nad nim.
- Chyba był jakiś bug - stwierdził. - Mieliśmy problemy z wyłączeniem symulatora. W porządku?
- Tak - kłamał. Pomyślał, że lepiej nic nie mówić.
- Za godzinę obiad. Pokażę ci jeszcze, gdzie będziesz trzymał pancerz i gdzie masz się udawać na szkolenia. - Podał mu rękę. - Napewno nic ci nie jest?
- Nie, nic.

Zack przeglądał jeszcze raz swój raport z misji na Navathe. Madie siedziała naprzeciwko jego biurka i przeglądała swój holotab.
- Umieścić cztery, czy cztery i pół? - zapytała.
- Wyrzuć te pół. Po cholerę robisz sobie dodatkową robotę? - wybuchnął. - Przepraszam, ale mam już dosyć. Trzy godziny nad tym siedzę!
Dzwonek przerwał rozmowę.
- Wejść! - krzyknął kapitan.
Do środka wszedł Verll. Madie obróciła się w krześle w jego stronę.
- Co pana sprowadza poruczniku? - zapytał się Zack, odkładając holotab.
- Możemy porozmawiać na osobności? - wybąkał.
Madie wstała i bez słowa wyszła z kwatery kapitana. Gdy tylko to zrobiła, Verll nie poproszony usiadł na jednym z krzeseł.
- Nie ma białych kombinezonów? - ledwo skrywana wściekłość mieszała się z sarkazmem. - Szef nie mógł wymyśleć lepszego kłamstwa?
- Nie wiem, o co chodzi poruczniku? - odpowiedział spokojnie Zack. - Przypominam o zwracaniu się do starszego oficera z szacunkiem.
- To jak pan wytłumaczy to? - podał mu holotab z wywołanym ekranem. - Przygotować go w miesiąc? Czemu jest wpisany na bojowy za 33 dni? - porucznik przerwał, aby się uspokoić. - Pomyślałem, że pierwszy się pomyliła. Spróbowałem nadpisać grafik. Brak dostępu. Porucznik Ker także nie mogła nic z tym zrobić. I jeszcze ten czarno-zielony route guard.
- Dobrze pan wie, poruczniku, że kapitan nie odpowiada za grafiki dyżurów bojowych.
Verll popatrzył na niego. Tą samą twarzą chłopaka z Istme, który dziesięć lat wcześniej mierzył do niego z lancy bojowej swojego wuja. Przeszedł długą drogę. Choć na zewnątrz był dalej tym samym roześmianym chłopakiem, to wewnątrz był już myślący i opiekujący się swoimi podwładnymi dowódca.
- Nie wiedziałem, o co chodzi... - kontynuował porucznik. - ...a z lekcji historii nigdy nie byłem dobry, więc zajęło mi trochę czasu skojarzenie wszystkiego. W końcu jednak dodałem dwa do dwóch. I nie spodobał mi się wynik.
Nastąpiła pauza. Verll czekał na odpowiedź, a kapitan wciąż nie chciał mu jej dać.
- Przegrywamy wojnę Luc - kapitan zmienił temat. - Ten chłopak może nam pomóc. Nie muszę ci mówić jak ważne jest morale.
- Ten chłopak ledwo sobie radzi z systemami pancerza. Nie jest najgorszy, ale sporo brakuje mu do przeciętności. Ma słaby czas reakcji. To się nie uda. Zginie.
- Masz miesiąc, aby go wyszkolić - odpowiedział kapitan. - Możesz użyć dowolnych sposobów, ale za 33 dni ma być gotowy. Dowództwo liczy na niego.
- I chcecie, abym nic mu nawet nie powiedział?
- Gdy przyjdzie czas. On sam sobie nawet nie zdaje sprawy ze swego pochodzenia.
Verll wstał i wyszedł najszybciej jak mógł. Dotąd tylko dwa razy się postawił kapitanowi i za każdym razem kończyło się to karą. Tym razem było jednak inaczej.
- ...mówiłam, że się nie nadaje! - krzyk wyrwał go z rozmyślań. W oddali Uny krzyczała na swoją siostrę. - Mieliśmy go wysadzić w najbliższym porcie.
- To była decyzja kapitana - broniła się Madie. - Nie jesteś już dzieckiem, więc się tak nie zachowuj.
Uny zmierzyła ją spojrzeniem i szybkim krokiem ruszyła w stronę kwatery kapitana. Verll mijając ją cicho powiedział.
- Nie łądnie Uny, to była jego pierwsza symulacja.
Dziewczyna odwróciła się wystraszona, ale Verll nie zamierzał się nawet zatrzymać i spojrzeć na nią. Szybko jednak wróciła do swojego zwykłego ja i wparowała do kwatery kapitańskiej.
- Kapitanie!
Mijając białą na twarzy Madie, Verll zaśmiał się. Dlatego nie chciał być kapitanem. Myśląc więcej w tej materii - on nawet nie chciał być porucznikiem. Los bywa okrutny. Przynajmniej dzisiaj mu się upiecze. Kapitan nie da mu żadnej kary, a cały gniew skupi się na biednej Uny.

Jeszcze raz spojrzał na swój holotab. Nie mógł uwierzyć, że ma aż tyle zajęć. Mapka okrętu wskazywała niemal dziesięć miejsc, które miał dziennie odwiedzać. Z tego dwanaście, po obiedzie!
- Co jest? Nie tknąłeś śniadania - zapytał się Kody. Merik bez słowa podał mu swój holotab. Miał nadzieję, że ten go pocieszy. Powie coś w rodzaju “Nie martw się!”, “Każdy nowy przez to przechodzi”.
- Do 22? - Kody szeroko otworzył oczy. - Chyba powariowali. Padniesz przed końcem! 8 segmentów w ciągu 7 godzin?
Paye zajrzał mu przez ramię.
- Lepiej się pośpiesz, za dziesięć minut masz samoobronę - odezwał się.
Merik zabrał swój holotab i powędrował z tacą, aby oddać ją do kuchni. Nie zdąrzył nawet położyć jej na blacie, gdy została mu wyrwana z rąk. Co się stało? Jego ciekawość wygrała i postanowił zobaczyć, kto zabrał tak gwałtownie jego tacę. Zajrzał przez okienko do środka. Ujrzał jedynie kilka zlewów. Czy mu się wydawało?
Wychodząc ze stołówki natknął się na szefa rozmawiającego z jednym z techników. Zgodnie z regulaminem, skinął głową na powitanie.
- ...Uny się wykrzyczała... - Merik stanął w miejscu. Szef i technik nawet tego nie zauważyli. - ...a kapitan na to, że “nie jest już dzieckiem” i “takim tonem nie zwraca się do oficera”. Za karę posłał ją do mycia garów! - Merikowi przeszedł dreszcz po plecach. Tam w okienku...
- Nie wierzę, księżniczkę! - roześmiał się technik, gdy wchodzili do mesy.
Chłopak oparł się o ścianę.
- Co jest żółtodziobie! - Verll pchał wózek z brudami. - Jazda! Bo spóźniesz się na zajęcia.
Ruszył przed siebie, ale zdał sobie sprawę, że nie wie gdzie jest sala treningowa. Wyjął holotab i wywołał mapę statku. Zaraz. Czy przed chwilą widział swojego dowódcę pchającego wózek z brudami? Czy on jeszcze spał? To było logiczne, zważywszy na to co się działo od rana. Kopnął w ścianę. Ból był jak najbardziej prawdziwy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Navigator's Journal issue IX

środa, 15 sierpnia 2012 22:38

Wakacje, wakacje i po wakacjach, a ja mam przyjemność przedstawić kolejnego bohatera z odmętów mojej twórczości, którego przygód zapewne nigdy w życiu (Warszawy - tak jakoś mi się wyrwało - przyp. aut.) nie ukończę. Cóż, taka specyfika mojego pożal się boże pisarstwa;/.

Co się stanie gdy mangowa fabuła, space opera i kroniki Drikanu spotkają się w jednym miejscu? Powstanie "Route Guard", czyli kompletne przemodelowanie cyklu "Mithrilum Saga" (który już nie będę rozwijać).

Merik Kedberg to osiemnastolatek żyjący w kolonii górniczej wydobywającej mithrilum dla Dominium Imeshii. Gdy pewnego dnia na jego drodze staje tajemnicza fioletowłosa dziewczyna, nagle otwiera się przed nim droga do wolności... 

Route Guard

Część I: Boy meets grrl

Część II: Sign me in! 

Część III: A pain in the arse

Pisanie inspiruje Supercell


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  8 348  

Kalendarium

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Sondażownia






zobacz wyniki

Proszę zasubskrybuj mnie inaczej utną mi łeb!

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Od autora

Kotf Rebellion - moja własna składnica opowiadań i niedokończonych projektów fantasy i SF.

Statystyki

Odwiedziny: 8348

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl